You are here: Home » W prezencie » Od Ciebie zależy, czy złe się w dobre zamieni.

Od Ciebie zależy, czy złe się w dobre zamieni.

Jeżeli czytasz mnie regularnie, albo co, tam, nawet od czasu do czasu, być może zdołałeś mnie poznać.

Być może już wiesz, że moje teksty nie są typowo motywacyjnymi tekstami, które powstają spod ręki zawodowych coachów, trenerów personalnych, którzy mają swoje certyfikaty i dyplomy. I chwała im za to, nie gardzę tym, absolutnie.

Moje teksty tworzą się w sercu i w głowie. To moje doświadczenie życiowe, czasem bardziej gorzkie niż piołun, ale na swoje usprawiedliwienie (?), czy inaczej fascynowałby mnie storytelling z podkreśleniem autentyczny storytelling?

Moim doświadczeniem i wszelkimi kursami jest moja autentyczność.

Moim dyplomem i certyfikatem jest opinia i odczucie Twoje mój Czytelniku.

Dziś dostałam, zresztą nie tylko dziś, bardzo często dostaję słowa uznania, że tekst jest dobry, trafiający do umysłu, do serca, do emocji. Czyż może być coś piękniejszego?

Wracając do poprzedniej myśli, dziś dostałam piękną opinię, którą najchętniej oprawiłabym w ramki i powiesiłabym sobie przy łóżku, aby po otwarciu oczu przed powitaniem nowego dnia, czytałabym na naprawdę Dzień Dobry, albo gdy znów życie mnie dokopie, na przywrócenie sobie wiary: robisz to naprawdę dobrze.
Jednak nie oprawię jej w ramki, nie powieszę nad łóżkiem. Zostanie w formie wpisu, do którego będę wracać. I na dłuższy czas w pamięci, bo wiecie, jak to z pamięcią bywa.

I to jest właśnie to, co kocham najbardziej. Słowo pisane, do którego można wrócić, aby na nowo wraz z powietrzem łyknąć w siebie siłę.

Także dziękuję Ci nadawco słów bardzo, bardzo.

Jednocześnie, dostałam pytanie. Skąd biorę w sobie odwagę na szczerość? Dlaczego nie boję się, że być może dostanę odpowiedź, która zaboli?

Skąd biorę? Nie wiem, czy to kwestia odwagi. W końcu, czego mam się bać? Mam się bać swoich uczuć, doświadczenia, emocji, przeszłości, teraźniejszości? Nie zawsze ja mam na to wpływ. Ten scenariusz kreuje często życie.

A może to się bierze z tego, że ja tak naprawdę niewielu rzeczy się boję. Może jedynie bezsilności, ale to też bardziej niepokój, bądź wkurzenie, niż strach. Moje życie, moja przeszłość oduczyła mnie strachu przed ludzkimi reakcjami.

Powiem Ci tak szczerze. Czasem nie wiem, czy to co piszę jest typowym tekstem motywacyjnym. To bardziej dla mnie motywacja, żeby Ci pokazać, że nawet wtedy, gdy ktoś Cię zdradzi, czy wykorzysta (u mnie było w sensie zawodowym), gdy czujesz się jak rozjechany przez walec drogowy, kiedy Twoje poczucie wartości sięga dna, albo wręcz poniżej dna, kiedy to, o czym marzysz staje się własną przeszkodą, do odbudowania wewnętrznych sił, to musisz znaleźć w sobie siłę, aby złe się w dobro odwróciło.

I wierz mi, przeżyłam w życiu chyba wszystko, co śni się w najgorszych koszmarach. No nie, przesadziłam, nie wszystko, ale naprawdę wiele. Taką, że gdy osoby, którym zaufam się o tym dowiadują, nie wiedzą co powiedzieć i jak zareagować. A jednak wciąż mam tę siłę, która się odradza. Chociaż za każdym razem wydaje się, że nie, tym razem się nie podniosę. 

Powiem Ci jeszcze jedno, ta siła za każdym razem pojawia się jeszcze szybciej, niż wcześniej.

Teraz trwa dzień, bo mogę liczyć na kogoś, o kim wielokrotnie już mówiłam, że wysłucha, bądź przeczyta, uspokoi, pozwoli wyrzucić – znów za to dziękuję. Na następny dzień wystarczy już dopuścić do siebie coś miłego, nowego, czego dawno nie było, na trzeci dzień już jest silniejsze kolano, które na nowo się prostuje i pozwala na wykonanie kroku naprzód.

Wiem, jak bardzo bolą takie przeszkody. Właśnie dlatego jestem taka autentyczna w swoich wpisach, bo wszystko, wszystkie sytuacje, wszystkie pocieszenia i całe zrozumienie pochodzi z wewnątrz mnie.

I tak, jak mówiłam, szanuję, że ktoś jest dyplomowanych coachem. I być może ten ktoś też swoje rady kreuje na podstawie swojego życia.

Jedno jednak mnie mocno irytuje i to nie jest jakiś przytyk do tego zawodu. Zwracałam uwagę na to osobie, która, jak się okazało bardzo boleśnie, była źródłem mojego ostatniego samopoczucia i ugiętego znów kolana. Mówiłam zawsze, gdy ta osoba, miała pretensje, gdy ktoś częściej wchodzi na mojego bloga, niż tej osoby, gdy ktoś komentował przychylniej lub zapisywał się na subskrypcję – nie pisz jaki świat jest kolorowy i wspaniały, gdy właśnie w tym momencie tego nie czujesz.
Ktoś, kto w tej chwili czuje się jak pomięty papier śniadaniowy po zjedzeniu zawiniętej w nim wcześniej kanapki, nie będzie podzielał euforii, którą Ty sztucznie stworzyłeś. On odczuje, że w tej chwili, nie jesteś szczery, bo człowiek poraniony jest jak ze świeżą raną. Nawet delikatny dotyk sprawia mu ból.

Szanuj swojego czytelnika. Dla niego jesteś.

Być może zapytasz, skąd mogę wiedzieć, w jakim nastroju jest mój czytelnik, gdy czyta mój tekst, nawet ten gorzki?

Nie muszę tego wiedzieć.

  • Być może właśnie ktoś jest w takim nastroju, że po przeczytaniu moich słów, nie zareaguje, bo jest poraniony, ale jakieś malutkie ziarenko trafi do jego serca, aby w odpowiednim momencie zakiełkować.
  • Być może, to jest odpowiedni moment, aby właśnie w tej chwili dokładnie te słowa, miały do niego trafić
  • Być może, jest szczęśliwy i po mocnym zrobieniu pierwszego kolejnego kroku naprzód, a te słowa, wzmocnią jego siłę i sprawią mu satysfakcję, że tak, tak jak ja, dał radę i wstał na nowo
  • Być może jest szczęśliwy cały czas, a takie sytuacje gorzkie trafiają mu się niezwykle rzadko – czyż wtedy wyrządzę mu krzywdę?

Kiedy mogę go skrzywdzić?

Jeśli napiszę, że sytuacje trudne zdarzają się niezwykle rzadko i słabym ludziom. Myślisz, że przesadzam?

A jak inaczej mogłabym zinterpretować tekst, którego nie czuję, jest sztucznie nadmuchany, chwalący świat, ach, ach taki piękny zawsze i o każdej porze roku? Jest pięknie, jest cudnie, wszyscy jesteśmy dużo warci, bo jesteśmy ponad wszystko co złe.

Jak można napisać taki tekst i pokazać oczom zalanym od łez, bo komuś właśnie znów się świat zawalił?

Wiem, jak ja się czuję po przeczytaniu takiego tekstu, jak mocno kłują w serce takie słowa i jak okrutnie cementują przekonanie: jestem do kitu, wszystkim się udaje a mi nie.

I bez względu na to, jak ktoś odbiera moje teksty. Czy są uznane jako małomotywacyjne, czy przeciwnie, nie zrobię tego swojemu czytelnikowi, któremu zawsze będę powtarzać: przeszkody bolą, są okrutne, ale to one kreują Ciebie i Twój charakter. I z czasem, z czasem coraz krótszym, stają się źródłem Twojej siły. Tak je potraktuj, jak schody, po których wchodzisz coraz wyżej i wyżej.

To działa. Daję Ci swoją 100% gwarancję, tylko po prostu próbuj. To od Ciebie zależy, czy zło przemieni się w dobro. 

P. S. I Tobie Justka dziękuję, za te pokłady miłości i wielkie rozbawianie, gdy jest tak źle, że na policzkach nie ma już suchego miejsca.

P.S. 2 A ten wpis jest dla tych osób w prezencie ode mnie. Jesteście dla mnie siłą.  

1 Comment

  1. Nie wiem co Ci napisać, ale wiedz, że nie chcę abyś była w złym sama. Najważniejszym nauczycielem jest życie, a Ty zwyczajnie, bez niepotrzebnej sztampy, uczysz na nie patrzeć, i piszesz, jakbyś była bliską przyjaciółką. Ogromny szacunek Justyno za to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *