You are here: Home » Motywacyjne » Ziarnko kawy, jajko, czy marchewka? Wbrew pozorom motywacyjnie

Ziarnko kawy, jajko, czy marchewka? Wbrew pozorom motywacyjnie

Tak, to prawda ostatnio miałam spadek normy, formy i spadek wszystkiego chyba.
Znów mocno mnie powaliło na kolana. A i grawitacja była nielitościwa, bo jakoś bardziej ciągnęła w dół.
Jednak żyć trzeba, chociaż bolało. Nie lubię bólu duszy, fizyczny toleruję.

Jakoś pomalutku, znów zaczęłam czuć, że jednak oddycham, mrugam, ruszam kończynami, nawet, że serce, chociaż zwolniło, to bije.

Pomalutku i ostrożnie. Bo jak zranione coś, to na cosia się bardziej uważa, żeby tylko nie drasnąć boleśnie.

Nie było sielanki. Nie było wielkiego boom. Jednak zaczęłam znów myśleć: będzie dobrze, bo wcześniej to dobrze, jakoś dziwnie więzło w gardle.

To nic, myślałam, jeszcze chwilę  i wyjdzie najpierw z gardła, potem z przekonania.

Jednak czas był wciąż, wciąż jest uszczypliwy. Ciągle coś dokładał. Dokłada. Jakoś dobre wiadomości zasnęły, złe się spiętrzyły.
Znów zaczęłam się ratować. Wbrew własnemu poczuciu komfortu. Bo przecież najlepiej wyłączyć telefon, urwać słuchawkę od domofonu, czy zepsuć dzwonek do drzwi. Położyć się z głową pod kocem i przesypiać złe.

Nic z tego. Są przecież psy, które trzeba nakarmić, wyprowadzić, pogłaskać, przytulić, zostać wylizanym i rzucać piłkę, jeśli się nie chce nią oberwać w głowę.

Trzeba wstać i coś zjeść. Cukrzyk nie może sobie pozwolić na niejedzenie. A żeby zjeść, to trzeba do sklepu, a żeby do sklepu to trzeba zarobić, a że zarobić to trzeba popracować.

Nie da się przespać.

Może jestem dziwna, ale gdy nagle coś zagraża mojemu zdrowiu, zaistnieje jakiś poważniejszy spadek normy, formy to wtedy robię coś, na co pozornie nie mam siły, ba, nawet ochoty nie mam.

Dziś wysprzątałam np łazienkę. Kurczę, wydawałoby się taka mała, a ja ją szorowałam ponad 3 godziny. Potem bezczelne mole zmusiły mnie do wysprzątania kuchni. Nie ma już gadów. I dobrze.

I postanowienie: dziś nie jadę na spotkanie, nie mam siły. Kręgosłup mi pęka. Nie dam rady. Wyglądam jak siódme dziecko stróża. muszę umyć głowę, jakoś się ubrać, wyjść, pojechać, tam siedzieć, wrócić, z psami – no nie dam rady.

I … pojechałam i to była bardzo mądra decyzja.

Chociaż nie tak do końca jest jasno. To jest jaśniej.

Skąd ten tytuł? Moja koleżanka, która prowadziła szkolenie (jak zwykle mądrze i z taktem oraz dowcipem), przeczytała nam historyjkę.

Bohaterka tej opowieści była mną. Ciągle coś było nie tak. Nie było dobrze, co chwila było gorzej. I znów gorzej i znów źle. Dziewczyna była coraz bardziej zmęczona, rozczarowana, bezsilna. Myślała nawet o … czymś nieodwracalnym.

Zwróciła się do matki ze swoją bezsilnością. Ta bez słowa postawiła na gazie na 20 minut trzy garnki. Do jednego wrzuciła marchew, do drugiego jajko, a do trzeciego ziarnka kawy. 

Powiedziała do córki. Pomyśl kim jesteś.

Woda zmieniająca się pod wpływem temperatury to sytuacje, które przeżywasz. Zmiany nie zawsze dobre i te które chcesz.

Kim jesteś, gdy są niekorzystne zmiany. Czy jesteś marchewką, która po 20 minutach zmienia się z twardej na miękką i rozgotowaną. Jałową i bez smaku?

Czy jesteś jajkiem, który przed ugotowaniem pod skorupką twardą jest w postaci płynnej, bez kształtu?

Czy jesteś ziarnem kawy, który staje się aromatycznym napojem, a zmianę wykorzystuje do stworzenia czegoś nowego, dobrego?

Zastanów się kim jesteś.

Daje do myślenia, prawda? Ja nie mam jeszcze jasnej odpowiedzi. W chwilach naprawdę złych czuję się jak marchew, ale jednak twardnieję, a nie staję się miękka, gdy okoliczności jeszcze trwają.

Co do spotkania.

Nie będę o nim opowiadać, bo to nie o to chodzi.

Chcę Ci tylko powiedzieć, że kiedy czujesz, że nie masz siły wyjść z domu, to … wyjdź.

Zwłaszcza wtedy, gdy wiesz, że spotkasz życzliwych ludzi. Ja takich spotykam. Wdzięczna im jestem za to, że są w moim życiu. Oni rozumieją, że czasem sił brakuje, że się nie chce. I wtedy właśnie trzeba wyjść. Wbrew sobie.

Bo wiedzą, że właśnie to da mi siły. Da mi pozytywnego kopa.

Nie, nie kopa. Odżyje moje poczucie wartości. Może minimalnie, ale .. to dobry początek.

 

 

 

 

 

 

4 komentarze

  1. Świetny tekst 😊 co prawda historie o jajku, marchewce i kawie juz znałam ale to, co napisane było przed tą historią, to samo życie. Tekst pełen polotu i zabawnej narracji i o dziwo wtedy, kiedy wcale historia nie jest wesoła. Trzeba mieć niezwykłą umiejętność by o smutnych rzeczach pisać z nadzieją – to jak oswajanie „dzikiej” i nieprzewidywalnej rzeczywistości.

    • Wow.
      Dziękuję. Nasuwa mi się jedna myśl czytając komentarze. I ta myśl potwierdza moje przekonanie. Każdy umie pisać a swoją wypowiedzią, nieważne czy długą czy krótką wypowiada tyle treści, że można z tego stworzyć oddzielną powieść.

  2. Staram się zawsze złapać pozytywną nić, nawet wtedy, kiedy pozornie jest to niemożliwe, ale dzięki temu łatwiej znosi się niektóre rzeczy, czasem wystarczy uśmiech drugiej osoby, kiedy indziej drobny gest, aby słoneczne promienie zajrzały w moje życie. 🙂

  3. To prawda że wyjście z domu dużo robi, super jak sie ma kogoś z kim mozna sie wybrać albo do kogo udać się z wizytą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *