You are here: Home » Motywacyjne » Zawsze jest światełko w tunelu i nie jest to zbliżający się pociąg

Zawsze jest światełko w tunelu i nie jest to zbliżający się pociąg

Wczoraj przyznam się szczerze – to był koszmarny dzień.

Taki dzień, w którym czujesz się totalnie beznadziejnie. Taki, że tylko leżysz w łóżku i myśl, że trzeba się odwrócić na drugi bok osłabia Cię na tyle, że robisz to dopiero po jakimś czasie.

Masz takie dni? Ja mam.

Zwłaszcza wtedy, gdy dajesz z siebie 100%, a ktoś to po prostu wyrzuca jak papier śniadaniowy po kanapce.

Nie wiem jak Ty, ale ja się czuję dokładnie tak jak ten papier. Pomięta i niepotrzebna, bo kanapka została zjedzona.

Fajnie jest jednak, gdy nie zostajesz z tym sama. Ktoś zadzwoni, ktoś napisze, a ktoś po prostu Cię wysłucha. Nie szkodzi, że nie podejmuje z Tobą rozmowy. I dobrze. Nie rozmowa jest wtedy potrzebna, a wyrzucenie tego z siebie. Inaczej kisisz to jak kapustę kiszoną w sobie.

W tym miejscu dziękuję tej osobie, która wczoraj to przetrzymała. I to nie pierwszy raz.

I chociaż jest to bardzo ważne, to jednak największa walka toczy się w Tobie. We mnie się toczy.

Ja wiem, zawsze powtarzają, ba, sama sobie powtarzam. Nie wracaj do przeszłości.

Jednak są takie uczucia, które złośliwie przypominają, że podobne sytuacje już były. I wracają, nie tyle sceny z przeszłości, ale ta niemoc, ten ból, który już wcześniej staczał Cię na dno.

Masz tak? Jeśli nie, to przyjmijmy, że piszę tu wyłącznie o sobie.

Nie jest ważne, co i kto co zrobił. Chodzi mi wyłącznie o naświetlenie takiej sytuacji. Gdy, ktoś, z kim masz plany zawodowe związane poczuje się superlepszy od Ciebie (zasadnie lub bezzasadnie) i zadecyduje o czymś, co całkowicie Cię wyrzuca ze wspólnych planów.

I co robić wtedy? Wycofać się ze swoich planów i marzeń, bo czujesz się naprawdę źle? Czy przeciwnie, po raz kolejny, chociaż ciężko dźwignąć się z kolan i znów pokonać własną słabość?

Przyznam się. Wczoraj naprawdę opadłam z sił, także tych witalnych. Spędziłam w łóżku cały dzień (oprócz zwleczenia się na spacer z psami), śpiąc i oglądając jakieś coś, co nawet nie wiem czym było. Przedtem Niagara byłaby zazdrosną rywalką, jednak dzięki wyrzuceniu z siebie mojego bólu, Niagara pozostała nr 1.

I te myśli, jedna po drugiej, jak dwa gryzące się psy.

Nie poddawaj się – jedna myśl, duszona drugą – nie potrafisz tego zrobić. Nie poradzisz sama.

Zaproponowano mi krótki wyjazd i kolejne myśli: zostań w domu, oszczędź ludziom swojego samopoczucia, druga myśl – jedź, odpocznij, wyluzuj, zostaw tak jak jest, znajdziesz wyjście.

Rano pobudka. Wyjechałam, wcześniej posprzątałam mieszkanie, zrobiłam obiad, wyprowadziłam psy, zjadłam śniadanie – wczoraj nie miałam siły palcem ruszyć.

Pojechałam, pośmiałam się, posłuchałam, pogapiłam się na zieleń, na wodę. Pogadałam, odpoczęłam.

Dziś te myśli, które mnie wczoraj spychały na dno i te sprawy, które spowodowały we mnie to samopoczucie, dziś one były pomiętym papierem śniadaniowym po kanapce. Spaliłam je w ognisku, żeby nie wróciły do mnie.

Jestem wyciszona, daleko mi do spontanicznej radości. Na to też przyjdzie czas. Etapami.
No właśnie. Daj sobie czas, kiedyś już to pisałam. Nie na siłę.

Daj sobie luz na jeden dzień, na drugi sprawdź co czujesz. Ja zaczęłam od sprzątnięcia mieszkania. I od tej cichej jeszcze radości, że wróciłam znad rzeki i siedzę w czystym. Że mogę zjeść, bo wcześniej przygotowałam.

I dostałam nowy pomysł, nowe tchnienie, bo ktoś wie, co potrafię i zapytał czy mogę współtworzyć. Mogę, bo to kocham.  

I są nowe wyzwania, nowe spotkania, nowe plany i te stare, wciąż niezrealizowane, bo siły powoli zaczynają wracać.

Bądź wdzięczny za to co masz. Łatwiej się wraca do równowagi, nawet po takim strzale prosto w … twarz.

Jeśli to do Ciebie nie przemawia, to pomyśl jeszcze inaczej.

Na pewno chcesz dać satysfakcję i radość temu, który Cię skrzywdził? Z jakiej paki?

Może to mniej motywacyjne i kulturalne, ale w końcu co tam. Liczysz się Ty. A tamten? Niech Cię nie obchodzi.

Ćwiczenie

Wypisz sobie na kartce co masz, za co jesteś wdzięczny. 
Może to być przyjaciel, auto, mieszkanie,relacja z kimś, praca. 
Cokolwiek. Gdy będzie Ci totalnie smutno tak, że myśli będą Cię ranić, zacznij 
czytać, co napisałeś. Nie myśl o tym, przeczytaj. 
Gdy nadal boli, zostaw. Przeczekaj tę przykrość. 
Potem do tego wróć. Możesz nawet w myśli. 
Na następny dzień, pomyśl, może coś możesz dodać. 
Wczuj się w siebie. Masz więcej siły? Które myśli przeważają? 
Pomyśl o tym, czy dasz satysfakcję temu,kto doprowadził do tej sytuacji? 
Nie wkurzaj, nie wymyślaj na niego. Zrób z tego swoją siłę. 
Zaciśnij zęby i pomyśl: no to zobaczymy, kto stracił, kto zyskał. 
Niech to nie będzie zemsta. Niech tamtemu się wiedzie.
Poczuj złość sportową, taką, która prowadzi do zwycięstwa 
na jasnych i czystych zasadach. Zrób to dla siebie.

 

 

2 komentarze

  1. Świetny sposób, na radzenie sobie z chwilami spadku wiary we własne siły.

  2. Cieszę się, że pomogłam. A tak myślę sobie, że chociaż jest to dość masochistyczne, że im większe ugięcie kolana, tym silniejsze i szybsze powstanie. Bo jak powiedział nasz wieszcz „Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten nigdy nie zazna słodyczy w niebie” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *