You are here: Home » Motywacyjne » Wbita w mur i co dalej?

Wbita w mur i co dalej?

Najczęściej spotykamy się z takim scenariuszem:

jako dziecko chcemy być dzielnymi strażakami, pracować na poczcie (fascynacja niezrozumiała stawianiem mnóstwa pieczątek 😉 ), być sportowcami, tancerzami, architektami, projektantami i co jeszcze dziecięca i świeża wyobraźnia zdoła nam podpowiedzieć. Z czasem nasze wyobrażenia o przeszłości modyfikują się, zmieniamy te wymarzone zawody na inne. Później dorastamy, idziemy do szkół, nawet na te kierunki wymarzone i pomalutku mogą pojawiać się schody, bo okazuje się, że kurczę, to jednak nie to, albo w łagodniejszej wersji, to jeszcze za mało, co by tu jeszcze można wymyślić, żeby było smacznie i bardziej pachnące to życie.

I niektórzy znajdują to smaczne i pachnące. Niektórzy poddają się prozie życia, wybierają nie pasję, a większe pieniądze, bo tak życie zweryfikuje, inni byle praca i pensja co miesiąc zatracając się z miesiąca na miesiąc, z roku na rok i na lata.

Każda wersja jest tak samo realna i dotyczy każdego z nas. Zależy, kto co wybierze.

Ale … to dalszy część rozważań, który jest poniekąd wstępem.

Moje marzenia nie narodziły się w dzieciństwie. Dość szybko (miałam 7 lat) nauczyłam się być hardą i niezależną od innych. Nie. Przepraszam, miałam jedno marzenie – żeby moi rodzice byli ze mnie dumni bez żadnego ale i żeby nie słyszeć słów: to twoja wina.

Nie spełniło się to marzenie. Czy były inne? Tak. Bardzo chciałam mieć psa. Moje marzenie trwało 18 lat. Dostałam psa na 18-stkę. Chociaż robiłam wszystko, aby udowodnić, że nie jest to kaprys i zajmowałam się zwierzakami mniejszego kalibru, które mieliśmy w zastępstwie (papugi, chomik i tu wywalczone przeze mnie akwarium) bez pomocy dorosłych, a także zwierzakami znajomych rodziców, którzy wiedzieli, że ja, jako mały krasnal zajmę się oddając im całe swoje serce. Po 18 latach różnych akcji psa otrzymałam. To marzenie się spełniło.

Czy były inne? Nie. Nie pamiętam. Wszystko gasło pod kolejnymi pretensjami, razami, obwinianiem, płakaniem w ręcznik, żeby nikt nie widział, bo ja przecież jestem twarda i emocje są zarezerwowane dla mamy, ewentualnie siostry, która swoją wrażliwość pokazuje a nie chowa. Nie oceniam – tak wybrała, tak robi. Ja wybrałam inaczej – zapłaciłam za to.

Kolejne marzenie – wyrwanie się z domu. Wyjście i bycie w mieszkaniu, gdzie mogę się poczuć bezpieczna. Tak było, do pierwszego razu. W 3 miesiącu ciąży zostałam uderzona pierwszy raz. Skończyły się marzenia o bezpieczeństwie. Zaczęła się walka o nie. A marzenia dotyczyły mojego synka, który miał przyjść na świat. I przyszedł. Taki jak miał być. Identyczny. I takie został chociaż pyszczy matce, znaczy się normalny, chociaż nie powiem, czasem przegnie. Podobnie jak ja. Jednak do tego jest wsparcie, na które możemy wzajemnie liczyć. I dobrze, że nie jest to ślepa miłość i picie sobie z dzióbków. Miał być facet i jest facet.

Teraz moje marzenie to jego szczęście. Życie z wybraną przez siebie dziewczyną, w pracy, którą będzie lubił, za zarobki, które dadzą mu bezpieczeństwo finansowe, z wyjazdami, odpoczynkiem, obowiązkami.

I tyle – cała prawda o moich marzeniach.

Po raz kolejny zostałam wbita w mur. Właściwie sama siebie wbiłam. Zatrzymałam się, albo bardziej zatrzymał mnie mój organizm, bo nie wytrzymał speedu pracy w trzech pracach jednocześnie. Po raz kolejny ostry spadek formy. Zatrzymałam się, bo po prostu nie miałam siły na kolejny krok i na kolejne słabe podejście do mojej pracy. I tak mam niskie poczucie własnej wartości. Gdy ktoś je jeszcze bardziej umniejsza – rezygnuję i odchodzę. Większość życia żyłam z takimi ludźmi. Nie sprzedam się za marne pieniądze, aby ktoś, kto ma chore poczucie własnego ego, mógł mieć prawo do traktowania mnie poniżej. Sorki ,jestem przekonana, że poniżej nie jestem, może na równi, a może i powyżej chociażby z racji tego, że ja się interesuję wieloma tematami a nie pojedynczymi.

Wracając do tematu. Stoję sobie pod tym murem i myślę, co dalej. Szukam w tej swojej łepetynie swoich marzeń, a może i w moim sercu. Schowały się tak bardzo głęboko i nie mogę ich znaleźć. Tyle jest rad: podążaj za marzeniami, realizuj je i takie tam. A wciąż nie mogę znaleźć odpowiedzi: jak odnaleźć lub znaleźć swoje marzenia. Nawet i nowe.

Muszę się do czegoś przyznać. Zaczęłam obserwować ludzi. Ludzi i ich marzenia. Ale takich, którzy mnie przekonują taką wewnętrzną radością, która wypełnia człowieka od środka. Radosne „jej, życie jest fajne, cieszmy się, wszystko zależy od ciebie, oderwij się, doczep się, odczep się” i inne hasła – nie przemawiają do mnie, tym bardziej, że .. niektóre osoby z hasłami znam osobiście i nie przekładają się hasła na ich życie codzienne. „Jupi przyłącz się do mnie, razem zdobędziemy świat, zarobisz ze mną mnóstwo pieniędzy i uff, udało się nazbierać na rachunek, bo przyszło wezwanie do zapłaty” 🙂 Owszem, ekstra, że uzbierałaś/eś, tylko daruj mi takie ekscesy bo one po prostu nie istnieją.

Bardziej przekonujący są ludzie, którzy piszą i zachowują się w sposób wyważony. A jak osiągną sukces, to dzielą się tym z całą szczerością i radością. Tacy ludzie powodują, że zatrzymuje się w mojej głowie galop nieuporządkowanych myśli, że zaraz, za chwilę, że trzeba pomyśleć, ok, już myślę, potem telefon, jeden drugi, kolejne pytanie, gdzie tekst, następny na kiedy, czy do godziny 12 będzie, nie, nie będzie, bo jeszcze mam tamten, nie, tu trzeba, to, zostaw to zrób to. I tak codziennie, po 18 godzin, bez sobót, niedziel. Dziwicie się, że marzenia się chowają głęboko? Ja się nie dziwię. Sama bym od siebie zwiała.

Paweł

Chcę Ci podziękować. Dziękuję Ci za Twoje ciepło, podejście do życia, do siebie i do innych. I chociaż teraz jest ciężej, to nie zatrzymasz się. Bo to nie leży w Twojej naturze. Przeciwnie. Ruszysz z kolejnymi postanowieniami. A ja sobie przypomnę, że od muru można się naprawdę mocno odepchnąć.  Nie szkodzi, że jest kolejny przystanek. Ale jak sama nazwa wskazuje .. to tylko przystanek. Pozwól, że nadal będę Ciebie obserwować i szukać tych swoich marzeń, albo przynajmniej postanowień, które następnym razem nie wbiją mnie w mur

Hubert

Dziękuję za wczorajsze pytanie. Zatrzymało mnie. Spróbuję dla siebie poszukać sobie odpowiedzi. Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czy będę. Albo czy będę taka sama. Na dzień dzisiejszy wiem, że nic nie wiem. I mam kilka dni na to, żeby to zmienić.

Nie wiem czy wpis z sensem, taki stan, taki musicie zaakceptować.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *