You are here: Home » Motywacyjne » Syndrom śpiącej królewny i motywacja.

Syndrom śpiącej królewny i motywacja.

Moją reakcją na problemy jest trudna do opanowania senność. Powiem więcej, ona nie jest do opanowania.
Nieważne co mam do zrobienia. Po prostu kładę się i śpię.

Być może ktoś teraz pomyśli: świetna przypadłość. Urywa się się życie na kilka godzin a organizm się regeneruje. Myśli, te niechciane, przestają płynąć i zatruwać rzeczywistość, czyniąc ją jeszcze gorszą niż jest.

Tak, to faktycznie byłoby fajne, gdyby organizm się regenerował. Niestety tak nie jest. Po każdym otwarciu oczu – bo sen nie jest spokojny odczuwasz ciężar tego, co się stało a do tego obciąża Cię jeszcze jedna myśl – to co powinieneś był zrobić w ten czas, kiedy oderwałeś się od życia.

I teraz jest siłowy pojedynek Twojego charakteru – poddajesz się ciężarowi i idziesz spać ponownie, bo przecież organizm znów zareagował sennością, czy wstajesz i robisz to, co powinieneś zrobić. 

Kiedyś, zanim zaczęłam pisać ten blog, obiecałam szczerość. I dlatego powiem szczerze, bardzo często zamykam oczy i znów urywam to, co mnie w tej chwili ściąga w dół. Wiem, powinnam napisać: odrzucam kołdrę i z uśmiechem na ustach mówię: życie jest piękne, a problemy przestaną istnieć, już za chwileczkę już za momencik.

Nie napiszę tak, bo w to nie wierzę. Problemy nie znikną ot tak, zwłaszcza wtedy, gdy są to problemy związane ze zdrowiem, z reakcją ludzi, której nigdy nie chciałeś być ofiarą, z myśleniem o przyszłości, zwłaszcza, gdy masz świadomość, że przyszłość tak naprawdę niedługo nigdy nie nadejdzie, gdy masz świadomość, że teraźniejszość może być Twoim jedynym czasem, która może nagle się skończyć.

Czasem po prostu za dużo się dzieje. Za dużo, żeby sobie radzić z tym na co dzień. Bywa tak, że beznadziejność, którą odczuwasz, aż boli. Jak taki stan zagłuszyć na tyle, żeby móc w stanie funkcjonować. Bo praca, bo obowiązki, bo dom, bo dziecko, bo …

I gdy jesteś w tym wszystkim sam.

Przecież nie prześpisz tego życia. Chociaż właśnie tego Twój wymęczony organizm się tego domaga.

Tutaj jednak nie możesz zastosować motta mówców – przewodników, liderów, mentorów, których zadaniem jest stawianie na nogi – Żyj zgodnie ze sobą i swoimi przekonaniami.

Dlaczego? Możesz pomyśleć – skoro tak się mówi, a ja chcę to wszystko przespać, to dlaczego nie mam zamknąć oczu i nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć?

Czytałeś kiedyś historie o syrenim śpiewie? Co taki śpiew robił z marynarzami? Zachwyceni śpiewem podążali w głębiny mórz, gdzie tracili życie. Może się zdziwisz takim porównaniem, ale właśnie taki sen, o którym mówię, bardziej pogrąży Cię w Twoich problemach, bardziej ściągnie Cię w dół, bo życie dopadnie Cię z jeszcze większą siłą przypominając o tym, czego w tym czasie nie zrobiłeś i zrobi to w  mało elegancki sposób.

Tu musisz zastosować zasadę – Zaciśnij zęby i przetrwaj kolejny dzień, robiąc to, co musisz. 

Mało zachęcające, wiem. Tym bardziej, że nie jest to teoria. Bo mój organizm właśnie mnie nęka swoim: daj spokój, idź spać, nie męcz mnie.

Jedyne co mogę, to nie myśleć co będzie jutro, a skupię się na dniu dzisiejszym. Co dziś mogę, co dziś zrobię i to nie za parę godzin, tylko właśnie teraz. Za parę godzin też powoduje włączenie hamulca.

Teraz zjem śniadanie i wypiję kawę. A potem? Jakie potem? Teraz zjem śniadanie i wypiję kawę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *