You are here: Home » Motywacyjne » Nie przyglądaj się w cudzym zwierciadle duszy

Nie przyglądaj się w cudzym zwierciadle duszy

W jaki sposób najprościej można zbadać swoje poczucie własnej wartości?

Patrząc na cudze zwierciadło duszy – czyli jak się widzisz w oczach innych.

Tak, wiem, znów te moje ulubione przenośnie.

O co dokładnie chodzi?

Powiem Ci na swoim przykładzie.

Przyznam Ci się szczerze, ja mam z tym duży problem. Często patrzę na cudze zwierciadło duszy oceniając siebie.

Zanim zaczęłam pisać w Internecie, na blogach, wszystko co pisałam, nie oglądało światła dziennego.

Takie, wiecie, pisanie do szuflady.

Kiedy inni pisali pierwsze wyznania do pamiętników, ja pisałam wiersze.

Nie te ecie pecie, kocie klocie, ale takie, gdzie umieszczałam swoje emocje. A wiecie, jakie emocje mają nastolatki, zwłaszcza te, które moja mama pięknie nazywała z „rogatymi duszami”.

Z perspektywy czasu różnie odbieram te wiersze, albo raczej przemyślenia bardziej, niż wiersze. Jedne totalnie nieudane, inne warte poprawienia, kolejne fajne, nic bym nie zmieniła. Ale wiersze były w zamykanym pamiętniku, a kluczyk zawsze przy mnie.

3 lata temu odważyłam się (chociaż prawdziwość słowo odwaga jest mocno przesadzona) pokazać niektóre z nich moim rodzicom. Nikomu nie życzę takich krytyków. Gesslerowa przy nich to anioł kuchenny.

Nigdy nie miałam stanu przedzawałowego, ale myślę, że samopoczucie jest bardzo podobne. Gul mi skakał, ciśnienie wychodziło chyba uszami a serce waliło jak oszalałe. Nie wspominając o rękach drżących jak galareta.

I wtedy stał się cud. Mój ojciec powiedział „ja się nie znam, ale według mnie to jest dobre. Mogę to wziąć”. Widzieliście kiedyś potakujący słup soli? No ja też nie. Ale tak się właśnie czułam.

Okazało się, że moje wiersze powędrowały do jego kuzyna, który od lat wydaje poezję.

Przeszłam stan przedzawałowy po raz drugi.

Gość ocenił je jako bardzo profesjonalne i świetne.

Trudno było jednak powiedzieć, że urosły mi skrzydła u ramion. Dlaczego? Przecież obce zwierciadło powiedziało mi coś dobrego.

Z całkowitym profesjonalizmem skutecznie ściągnęłam siebie w dół. Nie są dość dobre, bo chociaż chciał wydać, to nie wydał. Potem się okazało, że dostał nieciekawą diagnozę chorobową, jaką jest cukrzyca. Swoją drogą ja też mam. Widocznie to choroba ludzi piszących 🙂

Później zaczęłam pisać swój prywatny blog. Tam można mnie poznać od strony prywatnej. To był mój rodzaj terapii. Powstały teksty gorzkie, kwaśne, słone czasami, rzadko słodkie. Nie interesowali mnie odbiorcy, musiałam gdzieś spuścić parę.

Ostatnio patrzyłam na swój blog. Ma ponad 32 tysięcy wyświetleń

W kilku krajach, ba nawet kontynentach.

Fajne uczucie, jakieś zalążki skrzydeł się pojawiły na ramionach.

Jednak coś, coś zaczęło się tworzyć w umyśle. Kurczę, nieźle piszesz.

Jednak wciąż patrzyłam w oczy innych, jak oni mnie widzą.

Tym bardziej, że od najbliższych (oprócz syna) słyszałam, że coś ciągle nie tak. Nie tak wyrażone, nie tak napisane i skrzydełka tak delikatne ponownie się zwijały.

Pomyślałam sobie, dość. Czuję, że dobrze piszę, więc piszę. Jak inaczej mam się nauczyć? Jak chwycić tę lekkość pióra?

Myślę, że chwyciłam.

Dziś dostałam pytanie – skąd biorę źródła do swoich artykułów.

I szczerze?

Pierwsza, ale przysięgam, jedynie sekundowa reakcja to było ściśnięcie serca. Kurczę, coś napisałam źle.

No dobrze, ale mówię, sekundowa.

Odpowiedziałam, że z głowy. Jednak troszkę nie do końca powiedziałam prawdę.

Tak, z głowy, ale też z serca i z doświadczeń, z dnia codziennego, gdy czuję, że spada mi motywacja. Piszę artykuły, ponieważ wiem, że to właśnie jest ten czas na to, aby zacisnąć zęby i właśnie się zmotywować po tym wpisie do tego, czego straszliwie mi się nie chce.

Ukierunkowuję się zatem, bo chcę być wobec Ciebie w porządku, że moje teksty to nie teoria, ale praktyka, którą albo przed chwilą zastosowałam, albo przycisnęłam siebie do muru, żeby ją zastosować.

Możesz dość do wniosku, że jednak przeglądam się w cudzym zwierciadle duszy.

Tak, troszkę tak jest. Ale w przypadku nadawcy tej wiadomości, robię to jedynie po to, aby się dopytać, skonfrontować, bo wiem, że będzie to powiedziane z racji wiedzy, którą on posiada.

Ale czy przeglądam się w jego zwierciadle duszy?

Chyba nie. Już nie. Chociaż na początku męczyłam go, pytając, czy moje teksty są odpowiednie do publikacji. Na szczęście przetrzymał to 🙂 Dzięki.

Spotykam się też z krytycznymi uwagami. No dobra, jedną 🙂 i mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością.

Nie zwinęły mi się skrzydła u ramion. Piszę dalej. Z głowy, z serca, z doświadczenia.

A czy mi się kiedyś zwiną? Nie, już na to nie pozwolę. Nie mogę pozwolić na to, żeby moja pasja pisania umarła. I dodatkowo: fajna jest perspektywa tego, że komuś być może coś pomoże 🙂 że tak zrymuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *