You are here: Home » Copywriting » Poszukiwany, poszukiwana, czyli list gończy za copywriterem

Poszukiwany, poszukiwana, czyli list gończy za copywriterem

Moja przygoda z blogowaniem rozpoczęła się 6 września 2013 r.

Wówczas powstał mój blog, który ostatnio czeka na mnie w kącie nieco zapomniany. Może już do niego nie wrócę, chociaż patrząc na statystyki jest on czytany na całym świecie i ma 32246 wyświetleń.

Tam jestem prywatnie z istotnymi sprawami. Niemniej to ten blog pozwolił mi zaistnieć w świecie treści.

http://zycieslowemmalowane.blogspot.com/

Czy było to jakieś silne postanowienie? Przekonanie, że umiem, że pragnę, że nic innego tylko to?

Przyznaję szczerze – nie.

Była to jakaś terapia, sposób na wyrażenie siebie. Nawet nie byłam pewna, że ktoś to zechce czytać, czy się zainteresuje.

Kiedy pojawiły się pierwsze wyświetlenia, stwierdziłam: wow. Umiem przekazywać jakieś treści i cieszy się to zainteresowaniem.

Później pojawiały się jakieś artykuły, sprawozdania, relacje. I każda treść okazywała się czymś, co trafiało, bądź nie trafiało do odbiorcy (w sumie nie każdy musi się zgadzać z moją wizją widzenia świata).

Zaistniało coś, co mnie przekonało, a raczej przekonywało, że umiem to robić. Pisać tak, aby ludzie czytali.

Skoro więc umiem to dlaczego miałabym tego nie rozwijać, nie pisać, nie próbować nowych tematów? Szukać odpowiednich materiałów i po prostu tworzyć.

Ktoś kiedyś powiedział – to nie jest sposób na zarabianie. Idź do pracy na 8 godzin dziennie, będziesz miała stałą pensję, urlop za który Ci zapłacą, wakacje, dofinansowanie (tak jest w oświacie, nie wiem czy wszędzie). Pisanie się nie opłaca, to sobie rób w wolnej chwili.

Jak Boga kocham – PRÓBOWAŁAM

No nie da się. Monotonia mnie po prostu przytłacza. Robienie ciągle tego samego. Nie daję rady. Zawsze próbowałam coś więcej, ale wiecie, coś więcej oznacza dyskomfort dla zespołu. Bo lepiej odbębnić 8 godzin i wrócić do domu.

Na odbębniacza się nie nadaję. Pracowałam 8 godzin, wracałam do domu i … zarabiałam na życie pisaniem. Nie powiem, nie było lekko. Praca po 16 godzin, w porywach do 20, zmęczenie, niespanie, nieregularne posiłki. Zareagowałam cukrzycą.

Zrezygnowałam z pracy etatowej.

Zaczęłam zarabiać jedynie pisaniem. Nie zawsze jest to komfortowe, czasem czuje się jak karetka pogotowia, gdy szef (teraz dwóch, a nie, sorki trzech) pisze, że jak najszybciej, trzeba napisać tekst, a ja gdzieś np nad jeziorem.

Trzeba przyjmować zlecenie, dotrzymywać terminów. Ale to mija. Bo to pasja. To sposób na życie.

Wiele się nauczyłam. Mogę pisać na każdy temat. Pod warunkiem, że go czuję. Umiem znajdować materiały, docierać do tych, które wydają się niedostępne. Myślę, że stworzyłam sobie niezły warsztat umiejętności.

Z tymże, byłam wówczas (średnio lubię to określenie) ghostwriterem.

 

Niby nic złego, a właściwie zupełnie nic złego, jednak pisanie nie pod swoim nazwiskiem nie wyrabia marki. Mojej marki.

Nie oznacza to jednak, że taki sposób pisania nie nauczył mnie pewnych wartości. Nauczył. Pozwolił na widzenie świata z różnych stanowisk. To był pewnego rodzaju obiektywizm. Chociaż jak już pisałam. Jeśli coś było stanowczo skrajnego z moimi poglądami, po prostu tego nie brałam.

I od razu wskazówka. Twój czytelnik jest radar, albo brzydziej mówiąc alkomat. Wyczuje, gdy piszesz coś, zupełnie w to nie wierząc. Jeśli dostajesz jakiś temat: przeanalizuj go. Zobacz, czy argumenty, nawet te przeciwne są takie, że możesz do nich się szczerze odnieść. Gdy jesteś czemuś przeciwny, nie pisz w superlatywach, jakie to piękne i mądre. Dużo na tym stracisz. A przede wszystkim wiarygodność.

Ok, wracając do tematu, chociaż wskazówka jest bardzo istotna.

Wtedy pojawił się ktoś (kolejny i tym razem wspierający) i powiedział:

Pisz pod swoim nazwiskiem. Pokazuj co umiesz i podpisuj się. Ludzie Cię czytają i korzystaj z tego.

I tak się zaczęło. Coś, ktoś zwrócił moją uwagę na siebie – pisałam o tym. Coś ciekawego, kontrowersyjnego – pisałam o tym. Coś co przeszkadza, co pomaga – też pisałam. I co ciekawsze, w którymś momencie przestałam kontrolować to, co się wokół dzieje. 

To po prostu poszło w świat. Kilka razy na spotkaniach, typowo luźnych, związanych z czymś innym, ktoś do mnie podchodził i pytał: czy to Pani napisała o tym i o tym? To ktoś zaznajomiony ze mną przedstawiał mnie jako osobę piszącą. To znów gdzieś w tłumie usłyszałam swoje nazwisko, to komentarz na temat mojego pisania.

Po prostu się dzieje. Jeśli lubisz pisać, pisz. Znajdą Cię. Możliwe, że na początku będziesz to robić za darmo, albo nawet nie będziesz myśleć o tym, jak zarobić pisaniem.

Wierz mi. Zauważą Cię.

Dlaczego? Co takiego działa, że nagle zaistniejesz jako osoba pisząca? Jako ghost, czy copywriter?

Mów ludziom co umiesz, udostępniaj swoje teksty, komentuj w sposób, który Cię wyróżnia.

Nie wierz ludziom, że za pisanie nie da się żyć, nie da się zarobić.

Da się. I zrób wszystko, aby być w tym dobry.

A  o tym, w następnym wpisie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *