You are here: Home » Blog » Niby dwa razy do tej samej rzeki nie, ale …

Niby dwa razy do tej samej rzeki nie, ale …

Mówi się, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale gdy wiesz, że ktoś tam na Ciebie cierpliwie czeka, to zapomnij o tych słowach.

Tak, znów będzie na moim przykładzie, ale mam nadzieję, że być może moje błędy ustrzegą Ciebie przed popełnianiem podobnych.

A może, nawet gdy nie ustrzegą, bo w końcu błędy też są potrzebne do wytyczania swoich dróg, to dadzą Ci pewność, że zawsze można coś naprawić.

Wiadomo jak to jest, im większa grupa ludzi, tym większe zbiorowisko różnych osobowości, temperamentów, charakterów. Ktoś być może Cię wkurza, ktoś irytuje, komuś ufasz mnie lub bardziej. W takim zbiorowisku ludzi (może też być grupa mniejsza, nawet dwuosobowa 🙂 ) u mnie jest stanowczo większa. Stanowczo 🙂 zawsze zadziała jakiś zapalnik. Czujesz się wtedy tak, jakby cały świat stanął przeciwko Tobie.

Nie zawsze tak jest, że ktoś, kto zadziała w Twojej sprawie, zna prawdę, tym bardziej, że nie masz zwyczaju bronić się, bo być może zachodzisz z założenia, że winni się tłumaczą.

Szczerze? Moje niebronienie siebie ma swoje korzenie z przeszłości. Po prostu boli mnie, że ktoś nie pytając mnie o zdanie, co się wydarzyło, od razu mnie osądza. I wtedy milknę. Upokarza mnie obrona siebie. Dziwne, że w czyjejś sprawie, stałabym przeciwko całemu tłumowi, żeby tamtemu włos z głowy nie spadł. W swojej nie.

Zaczynam się wycofywać, chociaż mam znaki, że to ja się izoluję, a nie ktoś izoluje mnie. Ale wiesz jak to jest. Zranienie powoduje, że nie wracasz tam, gdzie poczułeś się źle.

Z czasem jednak, uczucie przykrości zaczyna mijać. Potem wręcz zanikać. Wydaje się, że zaczynasz zapominać. Ba, robisz wszystko, żeby samemu zapomnieć. Bo przecież jak nie widzisz, nie słyszysz, nie czytasz, a uczucie przykrości już prawie minęło, zapominasz.

I dobrze. Ale w przypadku, kiedy wiesz, że ktoś specjalnie chciał Ci dokopać. Gdy czułeś się upokarzany, niszczony, gdy czułeś dyskomfort. Tak, wtedy nie wracaj do tej samej rzeki.

Gdy jednak otrzymujesz znaki, że ktoś tam ucieszy się na Twój widok, że przywita Cię jak dawno niewidzianego, ale miłego gościa, gdy powie o Tobie, że się cieszy nie mówiąc nawet, że mówi o Tobie, ale Ty o tym wiesz, bo sugestie stanowczo odpowiednio Cię namierzyły, wróć do tej rzeki. 

Gdy czujesz, nawet gdy nie chcesz tego dopuścić do świadomości, że widok tych twarzy sprawia, że za nimi tęsknisz i chcesz z nimi spędzić czas, wróć do tej rzeki.

Nie traktuj tego, jak jakieś upokorzenie (nie myl z pokorą), że wracasz z podkulonym ogonem.

Ja już dawno porzuciłam takie podejście. Po prostu z jakiegoś powodu oddaliłam się, być może po to, żeby spojrzeć na coś z dystansu, być może po to, żeby podejść do tego mniej emocjonalnie, może za dużo dawałam, może kogoś do tego przyzwyczaiłam. Oddaliłam się, przemeblowałam swoje myślenie. I wracam do tej samej rzeki. Z nowym spojrzeniem, spokojniej i mądrzej.

Dziękuję dziś każdej osobie, która zaprosiła mnie do "swojego domu".

 

 

1 Comment

  1. Czyżby w dniu 1 sierpnia coś działo się we wszechświecie?! 🙂
    Akurat w tym samym dniu (czyli 1.08) urodziła mi się w głowie pewna fraszka, którą zamieściłem na swoim profilu w FB:
    „Ciekawe to życie! Czy da się to znieść?
    Chodzimy to tam to z powrotem.
    Do tej samej rzeki dwa razy nie wejść,
    Lecz w to samo – wielokrotnie”

    Coś chyba było w powietrzu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *